Mamy dosyć takiej spółdzielni

W bloku przy ul. Andersa mieszkam od 20 lat. Naszym osiedlem zarządza Spółdzielnia Mieszkaniowa „Wspólnota” - opowiada Danuta Cieplok, 49 l., Będzin k. Sosnowca.

Kiedy tam się wprowadziłam, było całkiem w porządku, ale od kilku lat jest już fatalnie. Bloki są brzydkie, nikt ich nie remontuje, nie możemy się nawet doprosić zwykłego pomalowania klatek schodowych. – Mam już tego dosyć! Po co w takim razie płacimy czynsze?! – wściekałam się.

Reklama

Zwłaszcza jak patrzyłam, że pani prezes spółdzielni powodziło się całkiem nieźle. My mieszkaliśmy w odrapanych blokach, a ona zdążyła postawić okazały dom. Mało tego, zatrudniła w spółdzielni swojego męża na stanowisku... dyrektora! – Przecież ona traktuje spółdzielnię jak swój prywatny folwark – narzekali też inni.

W 2010 r. z sąsiadami wpadliśmy na pomysł, żeby odłączyć się od spółdzielni i założyć wspólnotę mieszkaniową. – Będziemy się sami rządzić. Wszystko będzie przejrzyste – cieszyłam się. Ustaliłam, że żeby wystąpić ze spółdzielni, potrzebna jest zgoda większości właścicieli mieszkań w blokach. Razem z innymi zbuntowanymi zaczęliśmy namawiać ludzi.

– To świetny pomysł. Wszyscy mamy tego dosyć! – słyszeliśmy w większości domów.

Wspólnotę chce założyć około 20 proc. osiedla, czyli 14 bloków!

Jakiś czas później zagadnął mnie na osiedlu sąsiad. – Słyszała pani? Jacyś ludzie chodzą po blokach i straszą wszystkich, że jak się wypiszą ze spółdzielni, to wzrosną czynsze i na pewno nie będzie żadnych remontów.

– Jest pan pewien? Ale dlaczego? Co to niby za ludzie? – Nie wiem, chyba ze spółdzielni. Ludzie im wierzą i wycofują się z naszych planów – powiedział. Byłam pełna złych przeczuć. I rzeczywiście, kiedy już chcieliśmy złożyć wniosek o wystąpienie ze spółdzielni i założenie wspólnoty, okazało się, że nie ma wystarczającej liczby mieszkańców. – Dlaczego zarząd stosuje nieczyste chwyty? – myślałam. – No jak to, gdy wszyscy wystąpią ze spółdzielni, to prezeska i jej mąż stracą pracę – wytłumaczył mi sąsiad.

Od tamtego czasu podjęliśmy jeszcze jedną próbę utworzenia wspólnoty. Skończyło się tak samo. Ale nie rezygnowałam. W połowie tego roku założyłam Stowarzyszenie Właścicieli Mieszkań „Mój dom”. Razem jesteśmy silniejsi. Organizujemy zebrania, mamy już pomoc prawną, działamy. Teraz jestem optymistką. Widzę, że mamy szansę.

O tym, że warto, nie muszę nikogo przekonywać. W naszej okolicy jest blok, któremu kiedyś udało oddzielić się od spółdzielni. Ludzi płacą takie same czynsze, a już udało się im zrobić remont i mieszkają w o niebo lepszych warunkach. My też tak chcemy. Jestem pewna, że nasze zwycięstwo jest kwestią czasu. Mamy prawo rządzić się sami!

Danuty Cieplok wysłuchała Karolina Czerwińska

Jolanta Zaczkowska, prezes SM Wspólnota w Będzinie: Twierdzenie, że społdzielnia utrudnia utworzenie wspólnoty jest nieprawdą. Wniosek przesłany do nas nie spełniał wymogów odpowiedniej ilości osób.

Artykuł pochodzi z kategorii: Mieszkanie

Bella Relaks

Zobacz również

  • Po operacji stawu biodrowego mam trudności z chodzeniem po schodach. Sąsiedzi z parteru zaproponowali mi zamianę mieszkań. Jak to zrobić? Leokadia, 75 lat, Piła. więcej