Forex to droga do bankructwa

Te reklamy brzmią jak prawdziwa bajka: „Możesz zarabiać także na wakacjach – zyskasz 200 a nawet 1900 dolarów w tydzień”. „Pół roku temu była sprzątaczą, dziś zarabia 176 tys. miesięcznie”. „Kiedyś ciężko pracowałem. 18 godzin dziennie. 7 dni w tygodniu. Dziś pracowałem zaledwie 2 godziny, po raz kolejny korzystając z mojej metody szybkiego zarabiania przez internet. Przy odrobinie szczęścia wystarczyło mi 120 minut, żebym zarobił ponad 4 tys. zł”.

Zdjęcie

/Arch.Wawa
/Arch.Wawa

Reklama

Przykłady takich reklam można mnożyć. Zachęcają one, by inwestować pieniądze przez internet w rynki forex, opcje albo surowce. Nie znajdziemy jednak w nich jednej bardzo ważnej informacji – 81 proc. osób inwestujących w ten sposób traci swoje pieniądze (dane te podaje Komisja Nadzoru Finnsowego).

Co to jest forex?

To ogólnoświatowy rynek walut. Inwestycja polega na tym, że obstawiamy to, ile w danym momencie będzie kosztować dana waluta, np. ile euro trzeba będzie zapłacić za dolara. Podobnie działa rynek opcji czy surowców, np. obstawiamy, ile będzie kosztować złoto.

Wszystkie te rynki funkcjonują poza obrotem giełdowym, więc nie mają nic wspólnego z inwestowaniem w akcje na giełdzie. Tak naprawdę chęć wzbogacenia się w ten sposób przypomina grę w ruletkę – z kasynem jeszcze nigdy nikt nie wygrał a setki tysięcy osób straciły pieniądze.

Platformy internetowe umożliwiające tego typu inwestycje prowadzą m.in. firmy brokerskie, domy maklerskie oraz banki

Procedura jest uproszczona do minimum. Inwestorzy mogą korzystać z bezpłatnych szkoleń, broszur oraz kont demonstracyjnych, na których można przeprowadzać symulacje inwestycji. Wszystko po to, abyśmy chcieli grać na forex. Niektóre firmy w reklamach wręcz twierdzą, że żadna wiedza ekonomiczna nie jest potrzebna – przecież inwestowania można się szybko i skutecznie nauczyć. Otóż nie.

Nawet osoby, które zawodowo związane są z finansami, nie tylko tracą przez grę na rynku forex wszystkie pieniądze, ale także popadają w długi. W tego typu inwestycjach można bowiem stosować lewarowanie, czyli dźwignię finansową – nawet 1:1000. Polega ona na tym, że choć mamy do dyspozycji np. 5 tys. zł – możemy obstawić np. 100 razy więcej (dźwignia 1:100) – firma albo bank pożycza nam te pieniądze.

To oznacza, że mając 5 tys. zł możemy zyskać 500 tys. zł. Albo stracić!

Oto przestroga przed wizją łatwych zarobków – jedna z wielu dramatycznych historii, które miały miejsce po gwałtownym, nieoczekiwanym wzroście kursu franka szwajcarskiego 15 stycznia 2015 r.

Hi storię pana Jana, z wykształcenia eko nomisty, opisał niedawno money.pl. Pan Jan od lat grał na giełdzie. Potem założył rachunek forexowy w Saxo Banku. Namówił też do tego żonę i kilkoro bliskich. 15 stycznia 2015 r. na forex stracili z żoną ok. 200 tys. zł.

Potem okazało się, że straty są o wiele większe – bank domaga się od nich zwrotu 2 mln zł długu.

– To jest ten moment, w którym człowiek ma myśli samobójcze. Całe życie pracujesz, dorabiasz się, a tu okazuje się, że nagle ktoś z niezrozumiałych powodów chce ci zabrać wszystko, a i tak zostaniesz z długami. Po co dalej żyć, pracować... – mówił pana Jan.

81 proc. osób traci na rynku forex

Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) od kilku lat obserwuje duży wzrost zainteresowania inwestowaniem w instrumenty finansowe oferowane na rynku forex.

Jednym z powodów jest ofensywna reklama i promocja firm inwestycyjnych, które zachęcają klientów hasłami o szybkim, wysokim zysku i lewarowaniu transakcji (czyli możliwości inwestowania większych środków niż posiadamy).

Trzeba mieć jednak świadomość, że możliwość osiągnięcia wysokiego zysku niemal zawsze wiąże się z koniecznością poniesienia wysokiego ryzyka. Z ankiet przeprowadzanych przez KNF wśród krajowych domów maklerskich wynika, że ok. 81 proc. inwestorów na rynku forex ponosi stratę.

Konsultacja: prawnik Adrianna Łuczak

Artykuł pochodzi z kategorii: Pieniądze

Świat & Ludzie
Więcej na temat:

Zobacz również