Jak mądrze oszczędzać

Prawie połowa z nas uważa, że pieniądze szczęścia nie dają. Mimo to staramy się oszczędzać. Pod jednym warunkiem: że mamy z czego...

Zdjęcie

Warto oszczędzać /123/RF PICSEL
Warto oszczędzać
/123/RF PICSEL

Stan oszczędności: zero złotych – tak deklaruje w badaniach 55 proc. Polaków. Wielu z nich nie stać nawet na pokrycie niespodziewanego wydatku rzędu 1100 zł. Do posiadania jakichkolwiek oszczędności przyznaje się zaledwie 45 proc. gospodarstw domowych. A spośród tych, którzy jednak cokolwiek odłożyli, co trzecia rodzina ma rezerwy nieprzekraczające miesięcznych dochodów.

– Nasza rodzina nie oszczędza, bo nie mamy z czego – tłumaczy 32-letnia Ewa, fryzjerka z Kielc. – Mąż pracuje jako operator wózka widłowego, a ja od 4 miesięcy jestem na zasiłku. Wychowujemy małe dziecko. Cały skromny budżet idzie na życie.

Reklama

A jak oszczędzają ci, którzy mogą sobie na to pozwolić? Najpopularniejszy sposób to po prostu zaciskanie pasa: zmniejszenie codziennych wydatków i odmawianie sobie przyjemności. W grę wchodzi także podjęcie dodatkowej pracy.

Na małe wydatki najchętniej oszczędzają ludzie młodzi, w wieku 21-35 lat. Zbierają na wakacje albo realizację innych marzeń. Jednak priorytety z wiekiem się zmieniają i później zaczyna się odkładanie na czarną godzinę.

Najczęściej myślą o tym kobiety, przewidując, że np. w razie niespodziewanych problemów zdrowotnych pieniądze będą bardzo potrzebne. Zbieramy też na mieszkanie, bo nawet biorąc kredyt na zakup nieruchomości, musimy mieć wkład własny.

Kolejny cel to edukacja dzieci, rzadziej – emerytura. Na odkładanie środków na Indywidualnym Koncie Emerytalnym lub Indywidualnym Koncie Zabezpieczenia Emerytalnego decydują się tylko nieliczni.

Niemała część spośród nas nie zaprząta sobie głowy oszczędzaniem. Dwóch na dziesięciu Polaków przyznaje, że w ogóle nie wie, ile byłoby w stanie odłożyć, bo się nad tym nie zastanawiało. Skąd taka niefrasobliwość? Eksperci tłumaczą, że jesteśmy społeczeństwem na dorobku i nie mamy odpowiedniego nawyku. Najłatwiej go wyrobić w dzieciach. Niektórzy już to robią.

– Umówiliśmy się z mężem, że po każdych zakupach wrzucamy wszystkie dwuzłotówki do skarbonki – opowiada Beata Karwowska, księgowa z woj. mazowieckiego.

– Tym bezbolesnym sposobem raz na kwartał uzbiera nam się okrągła sumka, którą bez żadnych wyrzutów sumienia wydajemy z córeczką i synem na małe radości, np. na kino i lody. Nasze dzieciaki wprawdzie dopiero zaczęły podstawówkę, ale myślę, że zapamiętają tę naukę. Tego uczą też ekonomiści: nawet niewielkie, lecz systematycznie odkładane środki poprawią nasze finansowe bezpieczeństwo.

Nawyk oszczędzania wynosimy z domu. Dlatego już maluchom warto pokazywać, że gotówka nie bierze się znikąd.

●Od kiedy uczyć dziecko oszczędzania? Gdy już potrafi troszkę liczyć. Można na to zwrócić uwagę sześciolatka, a na wet zachęcić go, żeby popracował za drobne.

●Jak to? Płacić dziecku np. za porządki w pokoju? W żadnym wypadku, bo to część jego obowiązków. Ale dorosły może np. „zatrudnić” dziecko przy układaniu swoich papierów, potrzebnych mu do pracy. Niech mały zarobi 3 albo 4 złote, żeby poznawał wartość pieniądza i zrozumiał, że trzeba na niego zapracować.

●Dorastające dzieci bywają rozrzutne. To wina rodziców? Nie zawsze jest to kwestia błędów rodzicielskich, czasem charakteru dziecka. Zwykle jeżeli rodzice przywiązują wagę do pieniędzy, to dzieci też. Ważne, by mieć z nimi kontakt i poka zywać zalety oszczędzania.

Rezerwa na przyszłość

Dorota Myśliwska (41) z Wrocławia pracuje w firmie transportowej, gdzie odpowiada za sprawy biurowe. Zarabia nieco powyżej średniej krajowej.

– Nauczyłam się żyć z tego, co mam – tłumaczy. – Mąż w tej samej firmie jest kierowcą. Również nie zbija kokosów. A mamy na utrzymaniu trójkę dzieci, w tym jedno na studiach. Mimo sporych wydatków, Dorota stara się jednak co miesiąc odłożyć ze wspólnego budżetu stałą kwotę.

– Co najmniej 300 złotych – wyjaśnia. – Wiem, że to nie jest majątek, ale w skali roku zbiera się 3600 złotych. W połączeniu z nagrodami, premiami i różnymi dodatkami, które od czasu do czasu spływają do mojej i męża pensji, udaje się uzbierać okrągłą sumkę. Oboje uzgodniliśmy, że nie wydajemy tych pieniędzy na fanaberie, szalone wakacje.

Odkładamy na koncie oszczędnościowym. Moja mama mówiła, że człowiek musi mieć grosz na czarną godzinę lub na inwestycje. Dorota rozmawiała ostatnio z koleżanką kelnerką, która na same papierosy wydawała ponad 400 złotych miesięcznie: – Rzuciła nałóg i zaczęła oszczędzać, a teraz mówi, że gdyby nie paliła, to już nazbierałaby na nowiutki samochód!

Dajmy dziecku dobry przykład

Kupuj za gotówkę. Wydasz mniej niż z kartą kredytową. Chodź na zakupy z kartką. Mniej kuszą zbędne rzeczy. Porównuj ceny w sklepach.Niektóre śrubują marże!

Pamiętaj, że raty kosztują. Możesz zapłacić 1/3 więcej!

Testuj tanie produkty. Nie zawsze te drogie, markowe i zagraniczne są lepsze.

Pytaj o zniżki. Co ci szkodzi? Negocjacje są dozwolone.

Korzystaj z wyprzedaży. Sklepy organizują je m.in. po Nowym Roku i od 1 lipca.

Bazary i szmateksy też są dla ludzi. Tańsze niż galerie. Oszczędzaj prąd i ogrzewanie, wyłączaj sprzęt AGD i RTV. Zmniejszysz opłaty.

Artykuł pochodzi z kategorii: Pieniądze

Naj

Zobacz również

  • Ostatnio widziałam, jak młody mężczyzna płacił w sklepie telefonem. Zapytałam go o to i powiedział, że to możliwe tylko trzeba mieć odpowiednią aplikację. Zaczęłam szukać informacji na ten temat i... więcej