Dostałam dotację na pijawki

Gdyby nie moja mama Krystyna, pewnie zawodowo robiłabym coś innego. Agnieszka Piątek (24 l.) z Olesna k. Opola. Ale ona któregoś dnia oznajmiła mi:

– Jadę na zabieg z pijawkami. One pomogą na moje żylaki. – Pijawki?! To szarlataństwo! – próbowałam zniechęcić ją do szalonego pomysłu. Nie poddała się! Wróciła wesoła jak skowronek! A po pewnym czasie wyniki badań mówiły same za siebie – poprawa była ogromna!

Reklama

– Te małe stworzonka robią tyle dobrego? – nie dowierzałam. Postanowiłam dowiedzieć się więcej o pijawkach lekarskich. Czytałam i coraz bardziej byłam pod wrażeniem.

Już w starożytności skutecznie leczyły ludzi! Akurat szukałam pracy po licencjacie z gimnastyki korekcyjnej na kierunku wczesnoszkolnym. Myślałam o zatrudnieniu w szkole, ale wiadomo – warto mieć awaryjny plan B.

– Może będą nim pijawki? – zaczęłam się zastanawiać. – No pewnie! – dopingowała mnie mama. Podeszłam do sprawy profesjonalnie – w maju 2013 r. skończyłam kurs hirudoterapii – tak nazywa się przystawianie do ciała pijawek. Po pierwszych zabiegach byłam przerażona! Pijawki rozrzedzają krew.

U niektórych osób sporo jej wypływa, więc kiedy „oderwiemy” pijawkę – opatrunek bywa mocno nasączony. Kiedyś wydawało mi się, że w trakcie zabiegu pijawki pełzają po człowieku i przysysają się, gdzie chcą. Nic podobnego – są wkładane to malutkiej tzw. bańki chińskiej i przykładane w niej dokładnie tam, gdzie mogą najbardziej pomóc. Kiedy się przysysają, to jest takie uczucie, jak – powiedzmy – po ugryzieniu komara. – Wierzcie mi, sama na sobie wszystko to sprawdziłam – zapewniałam znajomych. Lekki ból trwał około 10 minut.

Potem pijawka „wstrzyknęła” mi do krwi związki znieczulające. Odpadła sama, gdy wykonała swoją pracę. Czas jest różny w zależności od potrzeby – raz 30 minut, innym razem nawet 3 godziny.

Pijawki mają zbawienne działanie nie tylko przy żylakach

Są stosowane przy zwyrodnieniach kręgosłupa, leczą reumatyzm, hemoroidy, nadciśnienie i mnóstwo innych dolegliwości. Robią cuda na urodę. Maseczka z krwi pijawki odmładza! – tłumaczyłam znajomym. – Nie brzydzisz się tych robali brać do ręki? – odwracali głowy. W żadnym wypadku! Co więcej, postanowiłam się nimi zająć zawodowo i założyć własny gabinet. Był tylko jeden problem. – Wynajęcie pomieszczenia, urządzenie gabinetu i zakup pijawek...

Przecież nie stać mnie na coś takiego – chodziłam załamana, myśląc, gdzie i jak znaleźć pieniądze. – Siostra, startuj o dotację na te swoje pijawki – podsunął mi pomysł mój dwa lata starszy brat Marcin. Nic nie miałam do stracenia. Napisałam biznesplan.

Przed wakacjami 2013 r. wzięłam udział w programie Akademickiego Inkubatora Przedsiębiorczości: „Bądź przedsiębiorczy, pracuj u siebie”. Pomyślnie przeszłam rekrutację i jako jedna z 26 osób na 87 wniosków dostałam dotację w wysokości 40 tys. zł i w tym samym roku zarejestrowałam firmę.

Długo szukałam lokalu – sanepid ma wysokie wymagania. Poza tym na wynajem nie miałam dużo pieniędzy... W końcu udało się, choć na pierwszą klientkę czekałam kilka dni. Ależ miałam tremę! Pani wyszła bardzo zadowolona, przychodzi regularnie.

– Moje pijawki mają świadectwo pochodzenia. Owszem inne można kupić za grosze, np. zza wschodniej granicy. Ale ryzyko zakażenia krwi z powodu niewiadomego pochodzenia jest ogromne. Poza tym każda pijawka może być użyta tylko raz – tłumaczę, gdy ktoś pyta. Nie musiałam się reklamować. Pocztą pantoflową wieść o moim gabinecie szybko się rozniosła.

Mam stałe klientki i niewygórowane ceny – jedna pijawka to 20 zł (potrzeba zwykle kilka) plus 20 zł za przeprowadzenie zabiegu. I tak dzięki dotacji na pijawki, zarabiam na życie.

Agnieszki Piątek wysłuchała Beata Rayzacher

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca

Takie jest życie

Zobacz również

  • Mój szef dostrzega tylko tych, którzy biegną do niego z każdym pomysłem i osiągnięciem. Mojej pracy nie widzi, chociaż często radzę sobie lepiej niż inni. Co zrobić, żeby mnie docenił? Ewelina z... więcej