Mój szef psychopata

Kłamie, manipuluje ludźmi, przywłaszcza sobie twoje sukcesy i zwala na ciebie winę za własne niedociągnięcia. I widać, że robi to bez wyrzutów sumienia. Być może twój szef jest psychopatą. Tacy ludzie często robią wielkie kariery. O to, jak się przed nimi bronić, pytamy dr Paula Babiaka, jednego z najlepszych na świecie ekspertów w dziedzinie osobowości psychopatycznej.

Zdjęcie

Zobacz, jak się bronić przed szefem - psychopatą /123/RF PICSEL
Zobacz, jak się bronić przed szefem - psychopatą
/123/RF PICSEL

Doskonale bawiła się na filmie Diabeł ubiera się u Prady. Postać szefowej z piekła rodem rozśmieszyła Monikę do łez. Właściwie nie wierzyła, że ktoś taki jak Miranda Priestley może istnieć w rzeczywistości. Pół roku po premierze filmu Monika zmieniła pracę. Zaproponowano jej kierownicze stanowisko w innym banku.

Po rozmowie z panią dyrektor Monika była zachwycona. Ludmiła wyglądała na kobietę z klasą. Chwaliła CV Moniki, zachwycała się jej znajomością angielskiego, zapewniała, że pod jej okiem nowa kierowniczka szybko zrobi karierę. Uśmiechała się szeroko i, jak zdawało się wtedy Monice, serdecznie. Tylko oczy pozostawały zimne, spojrzenie przenikliwe, drapieżne. Ale wtedy Monika, oszołomiona nowymi perspektywami, nie zwróciła na to specjalnej uwagi.

Reklama

Druga bohaterka tej historii, Karina, nie znała Moniki. I nie oglądała Meryl Streep w roli diabolicznej redaktorki naczelnej. W jej firmie – agencji reklamowej – panowały przyjacielskie, ciepłe relacje. Zespół był jak wielka rodzina. Do tej rodziny doszedł Robert. Zajął równorzędne stanowisko copywritera. I miejsce w pokoju Kariny.

Od razu ją ujął: powiedział, że słyszał od szefa, jaka jest przebojowa, twórcza, odważna. Pochlebiło jej to. Pozwoliła się wyciągnąć wieczorem na piwo i przy drugim kuflu zorientowała się, że opowiedziała Robertowi nie tylko o całym swoim życiu (rodzice w innym mieście, partner rzucił ją kilka miesięcy wcześniej), ale i o panujących w agencji stosunkach. Robert kiwał głową ze zrozumieniem, słuchał uważnie.

Dopiero gdy Karina znalazła się w swoim mieszkaniu, zorientowała się, że ona sama wie o nowym koledze tyle, co wcześniej. Nic. Ani Monika, ani Karina nie miały pojęcia, że gra się rozpoczęła. Wszedł do niej psychopata. I to on będzie od tej pory rozdawał karty.

Twój Hannibal Lecter

W książce Psychopaci w firmie dr Paul Babiak i prof. Robert Hare, znani badacze tematu osobowości psychopatycznej, opisują ciekawą scenkę. Upalne lato. Przy stoliczku siedzi człowiek z talią kart. Tasuje je, wybiera z nich trzy. Szybkimi ruchami przesuwa je po blacie. Obserwatorom wydaje się, że wiedzą, co się dzieje. Ale nigdy nie wygrywają. Dokładnie tak samo – dowodzą Babiak i Hare – jest z psychopatami. W tej grze zwycięża tylko jedna strona: psychopata. Bo to on wie, jakie karty leżą na stole i jak należy obstawiać. Zaraz, zaraz!

Ale przecież psychopata to facet z Milczenia owiec albo Siedem. Hannibal Lecter w domowym zaciszu obdzierający ofiary ze skóry. Faktycznie, wśród zbrodniarzy jest znacznie więcej psychopatów niż gdziekolwiek indziej. Jest jeszcze jedno miejsce, w którym psychopaci czują się bardzo dobrze: korporacje. Zdaniem ekspertów wśród menedżerów wyższego szczebla psychopatów jest czterokrotnie więcej niż wynosi średnia statystyczna.

W ciekawym eksperymencie psychologowie zamieścili w gazecie ogłoszenie: „Jesteś czarujący, inteligentny, żądny przygód, agresywny, impulsywny? Jeśli chcesz łatwo zarobić pieniądze, zadzwoń”. Połowa zgłoszeń pochodziła od psychopatów. A przecież opis podany w ogłoszeniu odpowiada wymaganiom stawianym kandydatom na szefów firm. Nic dziwnego, że masowo zostają nimi właśnie psychopaci.

Kim właściwie są? To ludzie o poważnie zaburzonej osobowości. Dbają jedynie o własne interesy. Nie są zdolni do empatii, wyrzutów sumienia, nie potrafią nawiązywać bliskich, głębokich relacji. Odczuwają jedynie najbardziej prymitywne emocje: wściekłość, frustrację, gniew, radość z osiągniętego celu. Często mają wybitne zdolności intelektualne.

Ale ich prawdziwym wielkim talentem jest umiejętność czytania w ludziach jak w otwartej księdze. Błyskawicznie orientują się, kto do czego może im się przydać i jak, odpowiednio manipulując otoczeniem, osiągnąć najlepszy dla siebie rezultat. Ten pierwszy etap wchodzenia psychopaty do firmy Babiak i Hare nazywają fazą oceny. Monika czuła, że jej szefowa Ludmiła bacznie ją obserwuje.

Była dla Moniki uprzejma i zdawało się, że ceni jej kompetencje. „Nie, pani tego nie umie zrobić, proszę zawołać do mnie Monikę”, zdarzało jej się mówić do podwładnych. Monika była wdzięczna losowi. Oczywiście, zaczynały do niej dochodzić plotki: że Ludmiła była oskarżona o mobbing. „Po prostu jest wymagająca”, wzruszała ramionami Monika. Nowy copywriter z agencji Kariny coraz bardziej jej się podobał. Karina po prostu się zakochała. Chętnie więc podrzucała Robertowi pomysły na slogany reklamowe, kampanie. Była taka szczęśliwa.

Zdobądź, zużyj, zapomnij

Wracamy do banku. Po dwóch miesiącach Ludmiła poprosiła Monikę na rozmowę. Oświadczyła, że jest rozczarowana wynikami jej pracy. Monika zbaraniała. Jak to? Przecież dyrektorka wszystkim stawiała ją za przykład? Poczuła się skołowana, było jej przykro, że zawiodła oczekiwania. Powściągnęła emocje, zadeklarowała, że zrobi co w jej mocy, by się poprawić. „Doskonale. Liczę na panią. Potrzebna jest optymalizacja kosztów w pani dziale. Tu lista osób do zwolnienia”, rzuciła Ludmiła.

Trzy nazwiska. Z tego dwie kobiety w wieku przedemerytalnym. „Nie musi pani przecież tego załatwiać jak grzeczna dziewczynka. To prawda, zgodnie z prawem nie można im wręczyć wypowiedzenia. Ale mogą same je złożyć. Już pani wymyśli, jak je do tego skłonić”, oświadczyła dyrektorka. Co takiego zrobili Robert i Ludmiła? Sprawili, że ich ofiary – Karina i Monika – poczuły się z nimi związane emocjonalnie. Taką osobę można wykorzystać do własnych celów. Ten etap relacji z psychopatą Babiak i Hare nazywają fazą manipulacji.

Prowadzi do kolejnej fazy, która jest dla „społecznego drapieżcy” czasem zbierania owoców jego „pracy”. Nieuchronnie potem przychodzi faza porzucenia. W pewnym momencie Karina – bohaterka drugiej historii, pracownica agencji reklamowej – zaczęła zdawać sobie sprawę z tego, że wokół niej dzieje się coś dziwnego. Gdy wchodziła do firmowej kuchni, milkły rozmowy. Współpracownicy zdawali się jej unikać. Za to Robert rozkwitał towarzysko. Wszędzie był zapraszany, lubiany.

Gdy wyjechał na konferencję, dyrektor agencji wezwał Karinę do siebie. Powiedział, że sprawa jest niezręczna, ale trzeba ją załatwić. Otóż od dłuższego czasu Robert skarży się przełożonym na Karinę, że wykorzystuje ich prywatną znajomość, by nic nie robić. A ponieważ szef działu kreacji, Eryk, nie potrafi się porozumieć z nowym „geniuszem reklamy”, dyrektor postanowił zakończyć z nim współpracę. Nowym zwierzchnikiem Kariny zostanie Robert. Karina prawie zemdlała z wrażenia.

Po rozmowie poszła do domu. Następnego dnia przysłała do kadr zwolnienie od psychiatry. Diagnoza: załamanie nerwowe. Tymczasem w banku – całkiem niedaleko firmy Kariny – Monika nie potrafiła wymyślić żadnego sposobu, by skłonić starsze podwładne do złożenia wypowiedzenia. Ludmiła błyskawicznie zmieniła stosunek do byłej ulubienicy. Wezwała ją na spotkanie na godz. 14. Monika czekała pod drzwiami trzy godziny, a szefowa wchodziła do gabinetu, wychodziła, nie zaszczyciwszy Moniki nawet jednym spojrzeniem. Sama nie wie, dlaczego nie potrafiła podejść, przypomnieć się, zapytać: „Pani dyrektor, czy jestem pani potrzebna?”. Ludmiła działała na wszystkich onieśmielająco. Było w niej coś nieludzkiego. Potem na naradzie z kierownikami dyrektorka „zapomniała” imienia Moniki. Zwracała się do niej „pani Magdo”, „pani Mileno”.

Monika za każdym razem poprawiała błąd, chociaż głos jej drżał. „No cóż, nic dziwnego, że nie pamiętam pani imienia, jak dotąd niczym specjalnym się pani nie wykazała, pani obecność w naszym banku jest kompletnie niezauważalna”, rzuciła Ludmiła słodkim głosem i roześmiała się, a wraz z nią jej dwie zastępczynie. Po powrocie do domu Monika dostała ataku histerii, wymiotowała. W nocy nie mogła zasnąć. Zaczęła przypominać sobie różne opowieści. Na przykład Anki z kontrolingu.

Jej syn miał wycinany wyrostek robaczkowy. Poprosiła więc Ludmiłę, by ta usprawiedliwiła jej nieobecność na zebraniu. „Ale dlaczegóż ma być pani nieobecna? Przecież pani nie asystuje przy operacji. Zebranie o 16, jak zwykle”, oświadczyła zimno dyrektorka. Kolejne dwa tygodnie Monika poświęciła na analizowanie raportów rocznych, dokumentów. Ze zdumieniem odkryła, że oddział, w którym pracuje Ludmiła, fatalnie wypada na tle innych. A mimo to centrala za każdym razem zgadza się na dodatkowe koszty, nowe etaty, a Ludmiła jeździ po całej Polsce z wykładami na temat metod skutecznego zarządzania.

Trzymać się z daleka

Dzięki temu śledztwu Monika zorientowała się, że Ludmiła jest wielkim zerem: korporacyjną wydmuszką pozbawioną talentu. Bazowała na umiejętności robienia wrażenia i wymuszania na podwładnych działań, których efekty przypisywała sobie. Tak samo stałoby się z optymalizacją kosztów, którą zlecono Monice. Ale Monika nie umiała spełnić oczekiwań Ludmiły. Rzeczywiście ją zawiodła.

Dlatego Ludmiła postanowiła się jej pozbyć, niepokorna podwładna nie mogła się jej przydać. Po pół roku (i dwóch pisemnych upomnieniach) Monikę zwolniono. Karina z agencji reklamowej trafiła na psychoterapię. W jej trakcie zrozumiała, że Robert jest psychopatą. Zaczęła sprawdzać jego CV. Wyszło na jaw, że większość pozycji została zmyślona. Karina odszukała na portalu Facebook swojego dawnego szefa, Eryka. Wysłała mu mailem informacje o Robercie. Podejrzewał szalbierstwo.

Zapytał Karinę, czy nadal chce pracować w reklamie, bo on kompletuje zespół w nowej agencji. Rok później Karina dowiedziała się, że Roberta zwolniono z jej dawnej firmy za nadużycia finansowe. Wcześniej z usług agencji zrezygnowało kilkunastu klientów. Dziś Karina znów odnosi sukcesy w branży, kieruje zespołem copywriterów. Natomiast Monika nie wróciła nigdy do bankowości.

Razem z koleżanką otworzyły herbaciarnię w cichej dzielnicy. Czasem Monika ma straszny sen: do lokaliku wchodzi Ludmiła, a Monika ma jej podać herbatę, ale nie może. Ręce tak jej się trzęsą, że tłucze filiżanki jedna za drugą, jedna z drugą. Na szczęście to tylko koszmar. Rekiny świata finansjery trzymają się od tej ulicy z daleka. A Ludmiła... niedawno otrzymała awans na dyrektora i członka zarządu banku.

Taktyka samoobrony

Zorientowałaś się, że twój przełożony zdradza cechy osobowości psychopatycznej? Chroń siebie! Oto kilka porad.

● Nie przypinaj nikomu łatki psychopaty. Często mówimy tak o nielubianych współpracownikach, ale prawdziwy psychopata spełnia wszystkie kryteria diagnostyczne. Natomiast wielu z nas (prawie każdy) ma pewne cechy osobowości psychopatycznej czy antyspołecznej. To jednak nie to samo.

● Dbaj o relacje w firmie. Staraj się budować wokół siebie sieć wsparcia. Bądź pomocna, uprzejma. Zdobądź reputację kompetentnego pracownika.

● Znaj swoje mocne i słabe strony. Psychopaci lubią wykorzystywać talenty innych dla własnych celów, a słabości dla nawiązania psychopatycznej więzi. Jeśli wiesz, że cierpisz z powodu rozstania z partnerem, będziesz łatwym łupem dla kogoś, kto spróbuje cię zmanipulować.

● Nie bierz udziału w tej grze. Psychopata będzie próbował zachwiać twoją samooceną, sprawi, że zaczniesz wątpić w siebie i w to, że możesz szukać innej pracy. Jeśli masz wrażenie, że twoje napady smutku, strachu mają związek z konkretną osobą w firmie, szukaj pomocy na zewnątrz. Porozmawiaj z byłymi pracownikami, psychologiem, poszukaj mentora.

● Zorientuj się, jakie możliwości obrony stwarza ci firma. Być może na wyższym stanowisku jest ktoś, komu można zaufać. Może działa w firmie komórka antymobbingowa.

● Zbieraj dowody. Staraj się mieć „papier” na wszystko: zamiast prowadzić z psychopatycznym szefem rozmowy w cztery oczy, zadbaj o obecność świadka, a najlepiej prowadź korespondencję mailową z potwierdzeniem odbioru i wszystko zachowuj. Kompletuj oceny pracownicze, zapisuj w kalendarzu, co dokładnie i kiedy powiedział psychopatyczny szef.

● Nie czekaj, aż psychopata się ciebie pozbędzie (jeśli sądzisz, że do tego dąży), odejdź wcześniej na własnych warunkach.

● Dbaj o wsparcie. Twoi bliscy muszą wiedzieć, co przeżywasz. Nie pozwolą, by ktoś zniszczył cię psychicznie.

Jeśli trzeba, uciekaj!

Najlepszy sposób obrony przed psychopatą? Zrozumieć, kim jest, mówi dr Paul Babiak, psycholog pracy i organizacji, trener, współautor (wraz z prof. Robertem Hare’em) książki Psychopaci w firmie, wydanej właśnie przez GWP.

Twój Styl: Każdy zły szef to psychopata?

Paul Babiak: Nie. Zdecydowana większość złych szefów to menedżerowie nieprzeszkoleni do zarządzania ludźmi, mało doświadczeni. Bywa też, że szef jest „zły” dla jednej, konkretnej osoby, bo wszedł z nią w konflikt personalny i nie umie sobie z tym sam poradzić.

TS: Jak więc rozpoznać, że w moim biurze pracuje psychopata?

PB: Trudno w kilku słowach scharakteryzować to zaburzenie osobowości, ale najbardziej ewidentne i rzucające się w oczy cechy psychopaty to jego mania wielkości, skłonność do manipulowania ludźmi i patologicznego łgania.

Niestety, psychopaci mają wspaniałe zdolności interpersonalne, komunikacyjne i zazwyczaj robią doskonałe pierwsze wrażenie. Dopiero po czasie – gdy zaczynają kłamać, wykorzystywać innych, nękać podwładnych lub po prostu kraść – orientujemy się, z kim mamy do czynienia. Bywa jednak, że jest już za późno: w firmie poniesiono ogromne straty, a wielu ludziom stała się krzywda.

TS: Czyli psychopatyczny szef może nas skrzywdzić?

PB: I to na wiele sposobów. Może wyrządzić szkody psychiczne, emocjonalne. Czasem ekonomiczne, jeśli pozwolimy, by wciągnął nas w swoje nielegalne operacje finansowe. Psychopaci w białych kołnierzykach rzadko uciekają się do przemocy bezpośredniej.

Ale często wskutek ich działań niepokorny pracownik jest alienowany, a nawet wyszydzany przez resztę zespołu. Dlatego tak wiele osób, które miały nieszczęście trafić na psychopatycznego przełożonego, rzuca pracę, a czasem decyduje się na dramatyczny zwrot w karierze, zmienia nie tylko posadę, ale i branżę. Wszystko, by uciec.

TS: Jak można się bronić?

PB: Jest to bardzo trudne, jeśli psychopatyczny zwierzchnik „wziął nas na cel”. Manipulując, zastraszając, będzie się starał zmusić nas do robienia tego, czego on chce: wykonywania jego obowiązków służbowych, kłamania, tuszowania jego pomyłek czy nawet ukrywania nieprawidłowości, na przykład finansowych.

Nazywam psychopatów „drapieżnymi pasożytami”, bo żerują na innych ludziach, by zaspokoić własne i tylko własne potrzeby: ambicjonalne, finansowe, seksualne. Moja rada? Przede wszystkim rozpoznaj psychopatę, a jeśli masz pecha z nim pracować, dowiedz się jak najwięcej o sposobie jego funkcjonowania.

TS: A może najlepiej byłoby poszukać innej pracy?

PB: Z przykrością muszę powiedzieć, że zbyt często jest to dla ofiar jedyne wyjście. Ale i tak warto jak najwięcej dowiedzieć się o psychopatii. Ludzi dotkniętych tym zaburzeniem spotykamy – statystycznie rzecz ujmując – raz dziennie. Trzeba wiedzieć, jak się przed nimi chronić.

Rozmawiała Jagna Kaczanowska

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca

Zobacz również