Nowy zawód zdobyłam po pięćdziesiątce!

Na dobre zmiany nigdy nie jest za późno – mówi Halina Głaz (61) z Posłusza. – Miałam 56 lat, kiedy po śmierci męża zostałam sama. Sądziłam, że jestem w beznadziejnej sytuacji: bez pracy i konkretnego zawodu. Mimo to postanowiłam o siebie zawalczyć – opowiada.

Tekst: Edyta Urbaniak

Reklama

Gdy kończyła liceum, nikt jeszcze nie słyszał o bezrobociu. Wręcz przeciwnie, każdy dostawał nakaz pracy – wspomina Halina Głaz. – Zatrudniłam się w administracji w Zakładach Mięsnych w Giżycku. Potem jednak, wraz z mężem Czesławem oraz dziećmi: Marzeną i Waldkiem, wróciłam w moje rodzinne strony, w okolice Bartoszyc.

Czesław pracował w PGR-ze, Halina w miejscowym sklepie. Po zmianie ustroju PGR upadł, a sklepik GS przestał być konkurencyjny. Oboje wylądowali na bezrobociu.

Zaczęliśmy sprzedawać na targu w Bartoszycach

- opowiada Halina. – Spożywkę, trochę chemii, a nawet ubrania. Z początku szło nieźle, ale wykończyły nas wysokie składki na ZUS. Dzieci jeszcze się uczyły, potrzebne były pieniądze. Czesiek postanowił więc wyjechać na saksy do Szwecji. Zatrudnił się na farmie.

Halina zajęła się ubezpieczeniami i funduszami emerytalnymi. – Kokosów z tego nie było, a ja bez męża czułam się samotna. Kiedy Marzenka i Waldek dorośli, Czesiek pomógł mi znaleźć pracę w kompleksie hotelowo-konferencyjnym pod Göteborgiem – kontynuuje opowieść. – Przygotowywałam pokoje dla gości, pomagałam w restauracji. Nie rozumiałam przełożonych, ale byli cierpliwi. Uczyli mnie, jak nazywa się pościel, mop czy zmywak. Z czasem polubiłam życie na obczyźnie.

Niestety, mąż zaczął chorować

– Gdy odwiedziliśmy dzieci w kraju, zrobił badania i okazało się, że ma raka nerki. Nie wrócił już do Szwecji. Przeszedł operację, potem chemioterapię... Wydawało się, że wszystko dobrze się skończy, lecz wte dy lekarze wykryli przerzuty. Opiekowałam się Cześkiem i patrzyłam zrozpaczona, jak z każdym dniem gaśnie – wspomina Halina.

– Kiedy odszedł, długo nie mogłam dojść do siebie, mało wychodziłam z domu. Świadomość, że zostałam sama, w dodatku bez pracy i perspektyw, dobijała mnie. Pomagały mi wtedy leki uspokajające, które wcześniej brał mąż.

Po roku pojechałam do pośredniaka

Wzięłam się w garść, postanowiłam poszukać ofert pracy, porozmawiać z doradcą zawodowym, co robić – mówi Halina.

Na tablicy zobaczyła ogłoszenie o projekcie „Inwestuj w siebie – reintegracja zawodowa i społeczna”, współfinansowanym przez Unię Europejską.

– Przeczytałam, że w jego ramach można zdobyć zawód opiekuna medycznego. Zajmując się obłożnie chorym mężem, przekonałam się, jak wygląda taka praca. Kiedy okazało się, że spełniam wszystkie warunki, skakałam ze szczęścia!

Na zajęciach byłam najstarsza z grupy

Większość słuchaczy mogłaby być moimi dziećmi, czułam się więc trochę nieswojo – wyznaje Halina.

– Szybko okazało się, że wszyscy traktują mnie zwyczajnie, jak innych, nie zwracają uwagi na mój wiek. Przed sesją ostro zabrałam się do nauki. Mieliśmy też zajęcia praktyczne z pacjentami. Po roku zdałam egzamin państwowy, a dwa miesiące później znalazłam pracę w domu pomocy społecznej.

Najtrudniejsze były dla niej pierwsze dni: – Dopadły mnie refleksje nad przemijaniem, starością. W jednej z sal mieszkało czterech starszych panów, emerytowani: lekarz, nauczyciel, geodeta i kierowca. Nie rozmawiali ze sobą, w milczeniu siadali do wspólnego stołu na posiłek – wspomina Halina.

– Nie popadłam w melancholię. Cieszyłam się, że mogę pomóc podopiecznym, porozmawiać z nimi. Po kilku miesiącach Halina zmieniła pracę, bo w DPS była jedynie na zastępstwo. Zaczęła opiekować się starszymi ludźmi w ich własnych domach.

Teraz zajmuję się trojgiem starszych osób

– Rano jeżdżę do państwa, którzy mają po ponad 90 lat, ale są jeszcze sprawni fizycznie i umysłowo. Podaję śniadanie, lekarstwa, pomagam uprzątnąć mieszkanie, przynoszę codzienne gazety. Około południa idę do 81-letniej pani Krysi.

Pacjentka Haliny ma kłopoty ze słuchem, więc porozumiewają się się w szczególny sposób. – Ona do mnie mówi, a ja jej odpisuję na kartce – uśmiecha się Halina.

– Lubię swoich podopiecznych, dzięki nim mam też większą cierpliwość do… mojej 87-letniej mamy, z którą mieszkam. Widzę, że to, co robię, ma sens. Warto było walczyć, szukać pracy, zdobyć nowy zawód...

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca

Tekst pochodzi z magazynu

Tina

Zobacz również

  • Słyszałam, że nastąpiły jakieś zmiany w umowach cywilnoprawnych. Na czym one polegają? Aneta z Opola więcej