Stopy - mój pomysł na biznes

„W końcu trafiłam na coś, co mi odpowiada” – mówi Hanna Jabłońska (58 l.) z Piaseczna

Zawsze marzyłam o pracy farmaceutyki. Jednak w ostatniej chwili stchórzyłam i poszłam na ogrodnictwo.

Ale to nie był zawód dla mnie. Zresztą wkrótce wyszłam za mąż i urodziłam córkę. Mała była chorowita, dopiero, gdy poszła do przedszkola, mogłam rozejrzeć się za pracą. Zatrudniłam się w szkole podstawowej jako nauczycielka.

Reklama

– To nie jest jednak moje powołanie – wzdychałam. Był początek lat 90. Upadł komunizm, jak grzyby po deszczu wyrastały nowe firmy. – Może ja też spróbuję swoich sił w biznesie, zajmę się krawiectwem, zawsze to lubiłam – powiedziałam mężowi.

Mieszkaliśmy wtedy w małej miejscowości w Łódzkiem. Mąż jest wojskowym, tam dostał przydział. Prowadziłam firmę, ale gdy męża skierowali do Lublina, musiałam ją zamknąć i wyjechać. W nowym miejscu znalazłam pracę w dziale kadr, wciągnęło mnie to, gdy... – Dostałem dobrą propozycję pracy, ale w Warszawie... – usłyszałam od męża.

– Znów mam wszystko rzucić? – martwiłam się. – Mam prawie 50 lat, kto mnie zatrudni? Ale, o dziwo, znalazłam pracę w administracji banku. W tym czasie coraz bardziej interesowałam się podologią, czyli leczeniem i pielęgnacją stóp. Zawsze lubiłam chodzić na szpilkach, przez co nabawiałam się problemów ze stopami, wrastały mi paznokcie. Pomogła mi kosmetyczka w Lublinie.

– Muszę się tego nauczyć! – stwierdziłam i w 2010 r. zapisałam się do policealnej, rocznej szkoły podologicznej we Wrocławiu. Była wówczas jedyna. Jeszcze w trakcie nauki zakwalifikowałam się do projektu „Inkubator dojrzałej przedsiębiorczości”. W 2011 r. zdobyłam 40 tys. zł z Unii na rozpoczęcie biznesu. Wynajęłam gabinet, wyposażyłam go i zwolniłam się z pracy.

– Podologia dopiero raczkuje, nawet to słowo jest słabo znane – rozmawiałam z mężem. – Nie będzie łatwo... I rzeczywiście, przez pierwsze sześć miesięcy nie miałam zbyt wielu klientów.

– Zainwestuję w baner przy wjeździe do Piaseczna, stronę internetową i ulotki – próbowałam rozkręcić interes. – Co myślisz o spotkaniach na Uniwersytetach Trzeciego Wieku i w klubach seniorów? – pytałam męża.

– Dobra myśl, tylko się nie poddawaj, a zobaczysz, że wreszcie to zaskoczy – dodawał mi otuchy. I tak się stało. Z każdym miesiącem przychodziło do mnie więcej ludzi. Sporo inwestowałam w szkolenia i sprzęt, ale miałam coraz większy obrót i po dwóch latach zaczęłam zarabiać. Nie jakieś wielkie pieniądze, ale nie narzekam.

– Przychodzą do mnie klienci z wrastającymi paznokciami, odciskami, kurzajkami, grzybicą – opowiadam córce. – Mam wielką satysfakcję, kiedy wyleczę ich stopy. Później wracają do mnie już na zwykły pedicure.

W 2014 r. ze względu na zdrowie na cztery miesiące zamknęłam gabinet. – Boję się, czy nie będę musiała zlikwidować działalności – martwiłam się. Niepotrzebnie. Wróciłam do pracy, a do mnie klienci.

Artykuł pochodzi z kategorii: Praca

Chwila dla Ciebie
Więcej na temat:

Zobacz również